TAJLANDIA: Phi Phi Islands / Maya Bay

Podczas wyjazdu na wyspy w Tajlandii wycieczka na Phi Phi Islands jest OBOWIĄZKOWA.

 

Rzeczywiście ściągają tam tłumy turystów, jest dość tłoczno i komercyjnie. Mimo tego to jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie w życiu widziałam.

 

CENA CAŁODNIOWEJ WYCIECZKI na PHI PHI ISLANDS

W każdym miejscu na Phuket można znaleźć budki, gdzie sprzedawane są wycieczki. Oprócz tego na pewno jest możliwość zamówienia takiej z hotelu, w którym jesteście. Co ciekawe ceny są różne, a ja nie lubię przepłacać. Zanim się zdecydowaliśmy przeszłam kilka punktów i udało mi się zapłacić 1300THB (ok. 140zł)  za całodniowy rejs tzw. speedboat’em. W niektórych punktach cena tej samej wycieczki wynosiła 1800THB (prawie 200zł). Na tej stronie przeczytałam, że napaleni turyści są w stanie zapłacić nawe 3000THB za tę samą wycieczkę. Trochę offtop, ale tego bloga odkryłam dziś przypadkiem. Jest tam mnóstwo fajnych informacji i właśnie wylądował w moich zakładkach.

Cena zawiera transfer z i do Waszego hotelu, rejs, wypożyczenie sprzętu do snorkelingu, owoce, lunch i nielimitowane napoje (cola, woda, soki). Wszyscy sprzedawcy polecali wycieczkę speedboat’em mówiąć, że to jest “more fun”. Jeśli chodzi o sam speedboat. Było fajnie, ale przez cały czas płynięcia trzeba siedzieć na swoim miejscu. Stwierdziliśmy, że na dziobie będzie super i genialna widoczność. Z jednej strony tak, ale z drugiej te miejsca były nieosłonięte od słońca, dzięki czemu spaliłam się jak rak mimo SPF 30 na ciało i SPF 50 na twarz. Także moja rada jest taka: lepiej zająć miejsce w cieniu, albo powtarzać aplikację filtra co pół godziny. I uwierzcie – wcale nie przesadzam z częstotliwością.

 

Program wycieczki na Phi Phi islands był następujący.

Około godziny 8  odebrał nas z hotelu mini bus. Kierowca najpierw zbiera pasażerów po mieście i dopiero potem jedzie do portu. Tam czekaliśmy na inne mini busy. Następnie odbyło się 10 minutowe szkolenie na temat bezpieczeństwa. Mieliśmy szczęście, bo nasz przewodnik – opiekun był bardzo otwarty i zabawny. Widać było, że rzeczywiście lubi tę pracę. Trochę zdziwiła mnie ta kolejność, ale najpierw popłynęliśmy na lunch na Koh Phi Phi Don do restauracji Chaokoh Phi Phi Lodge. I był to posiłek z takim widokiem:

phi phi don

Nie nastawiałam się na nic pysznego, ale jedzenie było naprawdę niezłe. Do wyboru były: kurczak z warzywami, zupa, pieczone ziemniaki, ryż smażony i softy.

 

MONKEY CAVE / MONKEY BEACH

Następnie popłynęliśmy zobaczyć Monkey Cave i Monkey Beach i tutaj małe rozczarowanie – nie było możliwości, aby wysiąść. Czytałam dużo na stronach, że to super opcja. Żeby zobaczyć dzikie małpy, że trzeba uważać, bo strasznie kradną (na przykład okulary) i że są złośliwe. Z jakiegoś powodu nasza łódź tylko podpłynęła bliżej brzegu, abyśmy mogli zrobić wątpliwej jakości zdjęcia, co widać na tym poniżej. Wątpię, aby plaża była zamknięta dla zwiedzających, bo widziałam, że jakiś speadboat z turystami na niej “zaparkował”. Oczywiście w programie naszej wycieczki był punkt z Monkey Beach, dlatego jeśli Wam na nim bardzo zależy upewnijcie się 3 razy, że łódź cumuje na plaży i można spędzić trochę czasu z małpami.

monkey cave thailand

 

Później płynęliśmy do słynnej Maya Bay po drodze mijając Pileh Lagoon.

 

pileh lagoon

 

MAYA BAY

 

Maya Bay to plaża, na której został nakręcony kultowy film z Leonadro DiCaprio “The Beach” (Niebiańska Plaża). Jest to najpiękniejsze miejsce, jakie w życiu widziałam. Tak zupełnie serio. Piękna, turkusowa woda, która wygląda jak z katalogu. Istny raj. Co ciekawe do nakręcenia filmu został naruszony oryginalny wygląd plaży (posadzono około 60 palm w miejsce drzew kokosowych i wydm), jednak tsunami z 2004 roku przywróciło wyspie naturalny wygląd.

Niestety  jest to chyba najbardziej komercyjne miejsce w tym rejonie Azji. Ceny są kilkukrotnie wyższe niż na Phuket, plaże zatłoczone, ale warto. Takiego widoku się nie zapomina. Jakimś cudem udało nam się zrobić zdjęcia. 5 minut później przypłynęło kilkanaście jachtów i zrobił się tłok jak na bałtyckiej plaży w sezonie. Szkoda, ale nie mogę być hipokrytką. Tak jak inni chciałam zobaczyć to miejsce na własne oczy. Generalnie byłam przekonana, że prawie każda plaża w Tajlandii tak wygląda, jednak to tylko chwyt marketingowy. Większość zdjęć z folderów biur podróży wykonanych została właśnie w tych okolicach. Nie jest tak, że brakuje pięknych plaż. Ale te spektakularne widoki z tak intensywnie turkusową wodą tylko na Phi Phi.

W Maya Bay mieliśmy tylko 40 minut czasu wolnego. To stanowczo za mało! Z tego właśnie powodu nie lubię wycieczek zorganizowanych. Uwielbiam zwiedzać we własnym tempie. Mimo, że o nic nie musiałam się martwić, to strasznie zirytował mnie fakt tak krótkiego postoju w tym raju. Jestem przekonana, że wrócę tam kiedyś, ale na własną rękę.

Alternatywą dla wycieczki jest taka opcja: trzeba kupić bilet w obie strony i hotel na jedną noc, aby dobrze i w swoim tempie zwiedzić obszar. Na dziś nie ma możliwości zrobienia tego bez noclegu, bo ostatni statek odpływa o 14.30. Docieracie do Tonsai Pier, a atamtąd można się dostać na Maya Bay łódką (long tail boat ze zdjęcia poniżej). Przy okazji da się zrobić lepsze foty, niż na speedboat ((klik)). Z tej właśnie opcji skorzystam przy następnej wizycie w Tajlandii. Koszt rejsu w jedną stronę to 7-10 eur w zależności od godziny.

 

Następnie po Maya Bay ruszyliśmy na ostatni przystanek: Khai Island, gdzie spędziliśmy ponad 2 godziny. Tutaj spokojnie wystarczyłaby godzina. To prywatna wyspa, więc są na niej tylko drogie bary i płatne, bardzo śmierdzące toalety, z których nie polecam korzystać (nie da się). Poza tym dyskomfortem jest naprawdę pięknie. Krystaliczna woda, przez którą widać rybki, mnóstwo koralowców, które najchętniej zabrałabym do domu. Pamiętajcie, że wywożenie elementów rafy koralowej i muszli jest nielegalne.

 

 

 

 

SNORKELING, czyli nurkowanie na powierzchni

Gdzieś między wspomnianymi punktami wycieczki był czas na tzw. snorkeling, czyli po prostu nurkowanie z maską i rurką na powierzchni wody. Spoko atrakcja, ale wypuścili nas wszystkich (z 30 osób) na środku morza w jednym czasie i było 20 minut czasu. Oglądanie raf i rybek było niemożliwe, bo co chwile na kogoś wpadałam, a nie mogłam za bardzo oddalić się od grupy. Mam skończony kurs Open Water Diver (OWD), który robiłam na Morzu Czerwonym, dlatego nurkowanie z rurką nie zrobiło na mnie zbyt wielkiego wrażenia. Za to Łukasz nigdy nie widział czegoś takiego i był zachwycony, ale dopiero jak “nurkował” na Khai Island. Mógł pływać we własnym tempie, nie obijając się o innych uczestników wycieczki i co ważne – mając dno pod nogami. Wydaje mi się, że dla początkujących może to być podstawa dla poczucia bezpieczeństwa.

 

Lista rzeczy, które warto ze sobą zabrać:
  • filtr SPF (30 i wyżej) !!!
  • kostium kąpielowy
  • nakrycie głowy
  • bawełniana przewiewna koszulka, aby chronić ramiona przed słońcem
  • ręcznik plażowy (nie miałam i żałuję)
  • okulary przeciwsłoneczne
  • wodoodporny case na telefon (super sprawa, bo można robić podwodne zdjęcia, poza tym chroni telefon przez wilgocią i piaskiem. Najlepiej kupić w Bangkoku zaraz po przylocie, tam będzie najtaniej – 10zł to max)
  • gotówka, bo płatność kartą może być niemożliwa

 

 

 

 

3 comments / Add your comment below

Leave a Reply