CHANEL LES BEIGES collection 2018

CHANEL LES BEIGES collection 2018

Chanel LES BEIGES to kolekcja przepięknych kosmetyków do makijażu w naturalnych barwach.

 

Coś, czego potrzebowałam i szukałam od dawna znalazłam z kremie koloryzującym HEALTHY GLOW, zamkniętym w poręcznym, niewielkim opakowaniu. W upalne dni nie przepadam za mocnym kryciem, dlatego taka forma, w dodatku z filtrem SPF 30 jest perfekcyjnym rozwiązaniem. Buzia jest rozświetlona, a jej koloryt wyrównany.

Przy okazji odkryłam idealnie rozprowadzający się rozświetlacz LES BEIGES HEALTHY GLOW LUMINOUS MULTI-COLOUR, którego ja używam jako bronzera (mam wersję DEEP). Do opakowania dołączony jest bardzo wygodny pędzel – aplikator, którym można nałożyć wybrane odcienie. Nic nie stoi też na przeszkodzie, aby je zmiksować. Jeśli spodoba Wam się ten produkt, to pamiętajcie, że jest on limitowany. Warto więc się prędko decydować.
CHANEL LES BEIGES collection 2018

Róż w sztyfcie to coś, do czego wcześniej nie byłam przekonana. Bałam się, że rozprowadzenie tego typu produktu bez smug graniczy z cudem. Nic bardziej mylnego. Okazało się to bajecznie proste i naprawdę wygodne. Mimo, że STICK nie jest dedykowany do ust, według mnie sprawdza się również w tym obszarze, co mnie bardzo cieszy. Staram się ograniczać ilość kosmetyków, co ważne zwłaszcza przy wyjazdach. Lubię praktyczne rozwiązania. Kolor: 25.

CHANEL LES BEIGES collection 2018

Cienie do powiek to coś, na co dość rzadko się decyduję. Okazuje się jednak, że kilkoma pociągnięciami pędzla można zmienić dzienny, delikatny makijaż w wersję bardziej wyjściową. W paletach z kolekcji LES BEIGES znajdują się piękne, naturalne kolory. W mojej (kolor DEEP) dominują beże, brązy i złoto. Czyli takie, które pasują mi najbardziej. W makijażu ze zdjęć widzicie złoto zmiksowane z brązem.CHANEL LES BEIGES collection 2018

Ostatnim produktem jest genialny balsam do ust HEALTHY GLOW LIP BALM (kolor DEEP). Moim ulubionym efektem, jeśli mowa o makijażu ust jest ich subtelne podkreślenie i nawilżenie. I dokładnie to znajdziecie w tym balsamie.

 

CHANEL LES BEIGES collection 2018 CHANEL LES BEIGES collection 2018

Jo Malone London, La Mer, Lancome

Jo Malone London, La Mer, Lancome

Jo Malone London, La Mer, Lancome

Jo Malone London, La Mer, Lancome
Kilka nowości kosmetycznych z ostatniego czasu. Wreszcie mam swój pierwszy produkt od La Mer. To legendarny krem w nowej, świątecznej odsłonie. Jego opakowanie jest po prostu przepiękne. Ciekawe, jest to, że jego formuła powstawała przez 12 lat!

Jeśli chodzi o działanie – dla mojej skóry to fantastyczny produkt na noc. Jest to krem regenerujący, więc dość ciężki i tłusty. Na razie testuję od tygodnia, więc dość krótko. Więcej na pewno napiszę po dłuższym stosowaniu. Na razie bardzo się ekscytuję, że wreszcie go mam!

 

GLAMGLOW

Na dzień pod makijaż od paru miesięcy niezmiennie używam Glowstarter od GlamGlow. Pisałam o nim tutaj. Po długim czasie stosowania moja buzia wciąż go bardzo lubi.  Dodam, że jest wydajny – niedawno rozpoczęłam drugie opakowanie, więc jedno wystarczyło mi na około 4 miesiące. Używam go codziennie rano.

Czarna maska GlamGlow to kolejny ulubieniec od lat. Maska oczyszczająca ma drobinki, które podczas nakładania złuszczają naskórek. Zazwyczaj trzymam ją z 10-15 minut i stosuję raz w tygodniu. Polecam wziąć próbkę z perfumerii i się przekonać. Twarz jest gładka, rozświetlona i bardzo oczyszczona.

 

Peeling Origins

jest bardzo delikatny, więc można go używać często. Sprawdzi się przy wrażliwej cerze. Ja wolę trochę mocniejsze peelingi. Ten używam jeśli zależy mi, aby złuszczyć skórę rano przed nałożeniem makijażu, a nie chcę zbyt mocno jej podrażniać. Wiadomo – po mocnych peelingach buzia potrzebuje czasu, by zaczerwienienie zeszło.

 

Miel-en-mousse Lancome

Mus do demakijażu z miodem akacjowym. Przepięknie pachnie, jest wydajny, dobrze skoncentrowany – mała ilość wystarczy (max 1 pompka). W zaleceniach są 2-3, ale według mnie to za dużo. Bardzo nie lubię procesu demakijażu, ale z tym musem to po prostu czysta przyjemność.

 

Jo Malone London

Marka, która w swojej ofercie ma mega dużą ilość wspaniałych zapachów. Kwiatowe, cytrusowe, drzewne, oud’owe. Jestem pewna, że KAŻDY znajdzie coś dla siebie. Jednym z moich ulubionych jest Pomegranate Noir. Do tej pory miałam perfumy, a ostatnio dostałam w prezencie świecę o tym samym zapachu z inicjałami oraz balsam do ciała. Chciałabym niedługo napisać o wszystkich moich ulubionych zapachach Jo Malone.

 

Jo Malone London, La Mer, Lancome

TOM FORD

To moje pierwsze pomadki Tom Ford. Kolekcja Boys & Girls i 50 nowych odcieni, a wśród nich mój faworyt: ISLA. Na moich ustach tutaj.

Jo Malone London, La Mer, Lancome

Na paznokciach Semilac z kolekcji Business Line – Grey Brown (202).
Jo Malone London, La Mer, Lancome
Jo Malone London, La Mer, Lancome
Goldwell Kerasilk

Goldwell Kerasilk

Goldwell Kerasilk

Zawsze podkreślam – zadbane włosy to wizytówka kobiety.

Przykładam dużą wagę do pielęgnacji włosów, jednak regularne rozjaśnianie bardzo niszczy ich strukturę. Stają się matowe, łamią się i ciężko nad nimi zapanować.

Na ratunek przyszła marka Goldwell, która zaprosiła mnie na wykonanie kuracji Kerasilk w salonie Różycka&Juszczak w Warszawie.

Kerasilk to produkty znane wcześniej głównie z keratynowego prostowania i wygładzania włosów. Ostatnio Goldwell rozszerzył serię o dodatkowe zabiegi salonowe, które stanowią remedium na zmierzwione (Kerasilk Control), puszące się (Kerasilk Control De-Frizz), zniszczone (Kerasilk Reonstruct), pozbawione objętości (Kerasilk Repower i Anti-Hairloss) lub matowe włosy (Kerasilk Color).

Poznajcie moją opinię na temat zabiegu Kerasilk Reconstruct.

Przed wybraniem odpowiedniej pielęgnacji fryzjer dokładnie obejrzał moje włosy
i po konsultacji wspólnie zdecydowaliśmy, że najlepszą kuracją będzie dla mnie Kerasilk Reconstruct. Kuracja ta zawiera keratynę, jedwab i Hyaloveil, które zapewniają głęboką i  długotrwałą odbudowę włosa.

Cały zabieg trwa około godziny, w trakcie której fryzjer przygotowuje włosy wstępną kuracją odbudowującą, następnie przeprowadzając właściwy zabieg odżywczy.

Goldwell Kerasilk

 

 

Goldwell Kerasilk

 

 

Goldwell Kerasilk

 

 

Goldwell Kerasilk

 

Po wykonaniu kuracji Goldwell Kerasilk został nałożony koncentrat odbudowujący końcówki włosów z serii odbudowującej (Reconstruct) mające na celu zespolić zniszczone i rozdwojone końce. Idealny na moje nadwyrężone po rozjaśnianiu włosy.

Bardzo podoba mi się aplikator w formie pipety. Łatwo nabiera produkt i można bardzo wygodnie odmierzyć potrzebną ilość.

 

Goldwell Kerasilk

 

 

Goldwell Kerasilk

 

Zdjęcia poniżej doskonale oddają efekt przed i po. Włosy są elastyczne, przyjemne w dotyku i pięknie wygładzone. Kerasilk Reconstruct to genialna kuracja, której efekt jest długotrwały i utrzymuje się do 10 myć. Jestem pewna, że jeszcze z niej skorzystam.

Przed kuracją Kerasilk Reconstruct i po niej

Goldwell Kerasilk Goldwell Kerasilk

Goldwell Kerasilk

Dostępna jest cała gama produktów do stosowania w domu. Byłam tak zachwycona efektem, że zdecydowałam się na kilka z nich. Wybrałam szampon z serii Reconstruct, odżywkę, spray do suszenia, olejek i maskę z seria Kerasilk Control.

 

Goldwell Kerasilk

 

Moja opinia o Kerasilk i wizycie w salonie Różycka&Juszczak ? Nie mogło być lepiej.

Lista salonów, w których można wykonać kurację dostępna jest TUTAJ.

Dodatkowo Goldwell organizuje konkurs #kochamkerasilk. Jego zasady opisane są tu: www.kerasilk.pl/konkurs.

 

Goldwell Kerasilk

 

Goldwell Kerasilk

 

Goldwell Kerasilk

 

Goldwell Kerasilk

 

Goldwell Kerasilk

 

Goldwell Kerasilk

Tshirt & shoes: Zara / Pants: H&M / Coat: Turnover / Bag: Tous

Goldwell Kerasilk

BEAUTY: YSL / GlamGlow / ESTÉE LAUDER

BEAUTY: YSL / GlamGlow / ESTÉE LAUDER

Pora na kolejny beauty post, a w  nim produkty od YSL, GlamGlow i Estee Lauder. Dzisiaj opowiem trochę o kosmetykach, które pojawiły się u mnie jakiś czas temu. Zdążyłam już trochę potestować, więc mogę się wypowiedzieć.

Bardzo często dostaję zapytania o to, czym maluję usta. Jako, że jestem chyba bardziej opalona, niż kiedykolwiek wcześniej musiałam dopasować produkty do mojego “nowego” koloru skóry. Największy kłopot miałam z pomadkami. Wszystkie, których używałam bardzo wpadały w zimny róż. Większość na tę chwilę wygląda średnio i pewnie wrócę do nich dopiero zimą. Potrzebowałam czegoś w ciepłych tonach. Kiedyś wolałam matowe wykończenie, teraz nie mam nic przeciwko lekko błyszczącym ustom.

Spełnieniem moich oczekiwań jest pomadka YSL Rouge Volupte Shine (numer 20), która jest po prostu idealna na codzień. Jej kolor na zdjęciu może się wydawać intensywny, ale na ustach wygląda genialnie. Jest subtelny, ale jednocześnie delikatnie ożywia makijaż. W konsystencji jest trochę jak pomadka ochronna.

Marka GlamGlow stworzyła krem idealny. Gdy chciałam uzyskać efekt rozświetlonej twarzy dodawałam rozświetlacz w płynie (np. Nars, albo Benefit / Sunbeam) do podkładu. Jest to jakieś rozwiązanie, ale trzeba uważać na proporcje, bo łatwo przesadzić. Glowstarter daje efekt, który po prostu pokochałam od pierwszego użycia. Dostępny jest w 3 odcieniach. Ja wybrałam nude. Aplikuję go bardzo różnie. Albo pod podkład jako forma bazy i kremu w jednym, czasem dodatkowo po nałożeniu podkładu dodaję jeszcze jedną warstwę na same kości policzkowe. Jeśli akurat nie mam ochoty na pełny makijaż używam go solo, a cera wygląda świeżo i zdrowo. Poza tym uwielbiam jego zapach, który trochę kojarzy mi się z jakimś syropem dla dzieci. Z pełną odpowiedzialnością polecam produkt. Jest czymś, czego od dawna mi brakowało.

Na koniec dwie kultowe pozycje od Estee Lauder.

Idealist to serum zmniejszające pory. Używam go przed nałożeniem kremu, albo Glowstartera. Nieprzypadkowo się na niego zdecydowałam. Przeczytałam całe mnóstwo pozytywnych opinii i rekomendacji, które słusznie zachęciły mnie do tego produktu. Wydaje mi się, że jest dość wydajny – nakładam go znacznie mniej niż kremu (skupiam się głownie na okolicach nosa).

DoubleWear to podkład, którego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Od dawna mi się marzył. Testowałam go już wcześniej z próbki, którą dostałam w perfumerii. Cieszę się, że wreszcie mam pełnowymiarowe opakowanie. Super, że ma filtr SPF 10. DoubleWear to podkład dość ciężki, ale efekt jest spektakularny. W dni, kiedy wiem, że nie będzie czasu na poprawki sprawdza się świetnie. Dostępna jest też wersja light, która być może jest lepsza na codzień, zwłaszcza latem, gdy nie przepadam za mocnym makijażem. Jeszcze na pewno będzie okazja go sprawdzić i porównać z klasykiem.