Travel: Thailand

Travel: Thailand


Moje oczekiwanie na cieplejsze dni zdecydowanie uprzyjemni wyjazd do egzotycznej Azji, o którym marzę odkąd tylko wróciłam z Chin (2015). Już za 25 dni będę wygrzewać się w słońcu. Ciągle zastanawiam się co powinnam ze sobą zabrać. Słyszałam, że na miejscu można kupić wszystko w dużo niższych cenach niż europejskie. Na pewno nie posiadam żadnego ładnego kostiumu kąpielowego, więc to chyba będzie mój pierwszy nabytek po przylocie. Poza tym przyda się parę sukienek i szortów, bo na miejscu ma być około 30-35 stopni. Z rzeczy, które warto zabrać ze sobą, to na pewno kremy z filtrem, bo na miejscu podobno są droższe.

Mimo, że temat odbiega od profilu bloga, to mam w planach relacjonowanie Wam mojego pobytu. Mam nadzieję, że będziecie chcieli poczytać trochę o podróżach i ich organizacji. Myślałam, aby nie zabierać ze sobą laptopa i odpocząć od niego troszkę, jednak jeśli chcę pokazywać na bieżąco wszystkie wspaniałe miejsca w Tajlandii, to chyba jednak będzie to konieczne.

ORGANIZACJA WYJAZDU : zakup biletów lotniczych

Jest całe mnóstwo wycieczek organizowanych przez biura podróży, jednak ja wolę sama wszystko zaplanować i mieć możliwość swobodnego przemieszczania się po kraju. I bardzo polecam Wam to rozwiązanie. Pierwszym krokiem jest oczywiście zakup biletów lotniczych. Zawsze korzystam z wyszukiwarki lotów Skyscanner, by mieć podgląd na sytuację. Zanim kupiliśmy bilety na terminy luty/marzec ceny wynosiły średnio około 2300 zł za loty w obie strony z Warszawy do Bangkoku. Później pojawiła się jakaś fantastyczna opcja lotów z Warszawy i powrotem do Londynu za 1200zł. Powiem tak: nie wiem komu udaje się kupić te bilety, ja próbowałam przez godzinę. Najpierw kilkakrotnie odrzucało mi płatność, za każdą kolejną próbą cena wzrastała, aż w końcu była tak wysoka, że doliczając jeszcze przelot z Londynu z dużym nadawanym bagażem dla dwóch osób “oferta” była po prostu niekorzystna.

Chwilę później pojawiła się promocja Qatar Airways,  gdzie za loty do Hanoi (z przesiadką w Bangkoku) kosztowały 1700zł. Cena uważam świetna. Myślałam, że uda się pominąć ostatni odcinek i wysiąść po prostu w Tajlandii. Aby upewnić się, czy można zrobić coś takiego bez konsekwencji próbowałam dodzwonić się do linii lotniczych. Nie udało się. Potem jeszcze dzwoniłam do Skyscanner’a i ustaliłam, że w takim wypadku trzeba stawić się na wszystkich odcinkach zakupionego przelotu, bo mogą być jakieś kary. Do tej pory nie zweryfikowałam tej informacji, ale wolałam nie ryzykować.

Finalnie kupiliśmy przelot na trasie Warszawa (WAW) – Bangkoku (BKK) za 1940 zł od osoby. Mamy jedną przesiadkę w Doha, co sprawia, że jednorazowy przelot nie będzie dłuższy niż 7 godzin (lot z Szanghaju do Paryża trwał 12 godzin i było to dość męczące). Dodatkowo wszystkie loty operowane są przez Qatar Airways, jedną z najlepszych linii lotniczych na świecie (2 miejsce według rankingu Skytrax) i mamy po 30 kg bagażu nadawanego.

 

Bournemouth

Bournemouth

img_1459

 

Podczas pobytu w Anglii odwiedziłam nadmorski kurort Bournemouth. Wizyta odbyła się poza sezonem, ale jestem sobie w stanie wyobrazić jak cudownie byłoby się tam znaleźć latem. To miejsce absolutnie urzekające swoją przyrodą  jest świetną alternatywą dla polskiego morza. Ciekawe jest to, że Anglicy plażują w głównie w malutkich domkach (na zdjęciu poniżej), które można wynająć na doby. Wydaje mi się to rewelacyjnym pomysłem podczas zmiennej pogody. Poza tym na pewno wygodnie jest przygotowywać jedzenie na miejscu i jest gdzie się przebrać. Żałuję, że spędziłam tam tylko jeden dzień i marzy mi się, aby kiedyś polecieć tam na dłużej. Dla mieszkańców Krakowa i okolic dobra wiadomość: od niedawna Ryanair uruchomił bezpośrednie połączenie do Bournemouth.

 

img_1319

 

 

 

 

img_1402

 

 

 

 

img_1433

 

 

 

 

 

img_1315

Wedding in London

Wedding in London

Jednym z głównych powodów, dla którego odwiedziłam Londyn był ślub siostry mojego chłopaka. Uroczystość miała charakter bardzo kameralny, dzięki czemu z każdym można było zamienić kilka słów. Ze względu na to, że o ślubie dowiedzieliśmy się stosunkowo późno, nie udało mi się przed wyjazdem kupić żadnej sukienki. Nie ukrywam, liczyłam na to, że w Londynie będzie na to szansa, jednak bardzo się myliłam. Mam ogromną słabość do londyńskich marketów, które zawsze staram się odwiedzać w miarę możliwości podczas wypadów na Wyspy. Nie ma opcji, abym wyszła z takiego miejsca z pustymi rękami. Swoją drogą powinnam zrobić o temacie osobny wpis, bo to istny temat rzeka. Na podobnych targach złowiłam tyle cudownych ubrań i kosmetyków za grosze, takich jak torba Mulberry, mnóstwo kosmetyków z Body Shop (za 1-2 funty), Converse (5 funtów), czy jakieś super nietypowe, vintage okulary za funta. Tym razem niestety nie było na to czasu. Podczas pobytu w Londynie mieszkaliśmy blisko olbrzymiego centrum handlowego Westfield, w którym wydawałoby się powinnam znaleźć odpowiedni strój, jednak nic z tych rzeczy. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że są inne, być może bardziej interesujące miejsca, jednak jak wspomniałam, nie miałam zbyt wiele czasu, a nie chciałam całego poświęcać na bieganie po sklepach. Tych, którzy chcą odwiedzić Londyn na weekend i zrobić zakupy może spotkać duże rozczarowanie. Próbowałam w dwóch miejscach znaleźć jakąkolwiek sukienkę z długim rękawem, czyli Westfield i totalnie zatłoczone jak zawsze Oxford Street. Ilość osób na metr kwadratowy nieco mnie przerosła, nie mówiąc już o gigantycznych kolejkach do przymierzalni i kas. Zawsze ceniłam sobie możliwość zrobienia zakupów w Londynie ze względu na dostępność absolutnie wszystkiego. Z czasem stwierdzam, że niemal wszystko można już dostać w Polsce. Może podczas poprzednich wizyt miałam więcej szczęścia, czasu, albo cierpliwości. Także krótko mówiąc – nie polecam, zakupy w Warszawie robi się dużo przyjemniej. Na szczęście zabrałam ze sobą botki na słupku, które uratowały całą stylizację, chociaż myślę, że w normalnych okolicznościach mój strój byłby bardziej przemyślany i dostosowany do okazji.

 

 

 

img_1784

 

 

Shirt & Coat: vintage | Pants: Cheap Monday | Shoes: ZARA | Sunglasses: Valentino | Bag: Ralph Lauren

img_1711

Dover Street Market

Dover Street Market

img_1120

 

 

 

 

 

img_1189

 

 

 

 

 

img_1163

 

 

 

 

img_1145-1

 

 

 

 

img_1153

 

 

 

img_1203

 

 

 

 

img_1172

 

 

Podczas mojego ostatniego pobytu w Londynie odwiedziłam bardzo ciekawe i już kultowe miejsce – Dover Street Market. To galeria sztuki połączona z butikami projektantów. Przestrzeń robi ogromne wrażenie, jest wyśmienicie zaaranżowana, a na miejscu można kupić rzeczy od takich projektantów i domów mody jak Comme des Garcons, Céline, Loewe, The Row, Gucci, Raf Simons, Vetements, czy J.W. Anderson. Muszę przyznać, że to spora dawka inspiracji skoncentrowana w przepięknym budynku w centrum Londynu. Dover Street Market przeniosło swoją siedzibę z Dover Street i od marca tego roku mieści się pod adresem:  18-22 Haymarket, London SW1Y 4DG. Jeśli ktoś z Was planuje wizytę w stolicy Wielkiej Brytanii, to niech koniecznie się tam wybierze!

Berlin

Berlin

IMG_0054

 

 

 

 

 

IMG_0064

 

 

 

 

 

IMG_0141

 

 

 

 

 

 

IMG_0178

 

 

 

 

 

 

IMG_0035

 

 

 

 

 

 

IMG_0194

 

 

 

 

 

 

 

 

 

IMG_9662

 

 

IMG_0209

 

dress: Bik Bok | shoes: h&m | bag: Ralph Lauren | sunglasses: Marc Jacobs

 

 

IMG_0221

 

 

 

 

 

IMG_0085

 

 

 

 

 

IMG_9828

 

 

 

 

 

IMG_0112

 

Blouse: LASARTA  | pants: F&F | bag: Ralph Lauren |