Tattoo Konwent z W.Kruk / Premiera kolekcji Kwiaty Nocy

Tattoo Konwent z W.Kruk / Premiera kolekcji Kwiaty Nocy

W weekend 23-24 września w Katowicach odbyła się czwarta edycja Tattoo Konwent. To wydarzenie zrzeszające masę entuzjastów sztuki tatuażu. Podczas tego inspirującego spotkania można było oglądać pracę tatuatorów z Polski i z całego świata na żywo.

Miałam przyjemność zobaczyć to wszystko, dzięki zaproszeniu od marki W. Kruk, której biżuterię uwielbiam i która ma dla mnie ogromną wartość sentymentalną. To właśnie od Kruka jest mój pierścionek zaręczynowy i prezent od mojej wspaniałej babci. Tę biżuterię traktuję bardzo osobiście i jest ze mną codziennie. To przedmioty, z którymi związana jest szczególna historia i podobnie jak tatuaż ma wyjątkowe znaczenie, pewnego rodzaju symbolikę.

 

 

 

 

Gościem na stoisku W.Kruk była znana tatuatorka Magdalena Bujak, która również wykonywała tatuaże podczas trwania konwentu. Super doświadczeniem było obserwować pracę kogoś tak utalentowanego. Podziwiam, że mimo tłumów i głośnej muzyki potrafiła się skupić i wykonać kwiatowe wzory z pełnym skupieniem i precyzją. Niesamowity talent!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kolekcja Kwiaty Nocy jest inspirowana polskimi kwiatami. To lilie, bratki, chabry, maki i róże. Wzory na biżuterii zostały ręcznie namalowane, co na mnie zrobiło ogromne wrażenie. Najbardziej podobają mi się maki i chabry. Nowa kolekcja jest bardzo oryginalna i będzie idealnym dodatkiem do stonowanych stylizacji. Z pewnością sesję z moją koncepcją jak tę biżuterię zinterpretować zobaczycie wkrótce na blogu.

 

 

Turnover / Wool Coat

Turnover / Wool Coat

Podczas kilkudniowego pobytu w Wiedniu wybrałam się z rodziną do HAUS des MEERES, czyli muzeum morza. Dzięki tej wycieczce ujrzałam jeden z piękniejszych widoków na miasto. Na ostatnim piętrze mieści się taras widokowy, z którego można podziwiać panoramę Wiednia. Bilet wstępu dla osoby dorosłej kosztuje niecałe 18 euro. Jeśli planujecie wypad z dziećmi – będą zachwycone.

Coat: TURNOVER / Pants: House / Bag: Zara / Shoes: Renee / Sunglasses: Valentino

Foto Hotel Phuket / Wynajęcie skutera w Tajlandii

Foto Hotel Phuket / Wynajęcie skutera w Tajlandii

Foto hotel to chyba najwyżej położony obiekt, w jakim byliśmy podczas wizyty w Tajlandii.

Aby do niego dotrzeć z okolic Kata Beach mieliśmy dość intensywny spacerek pod stromą górę. Po drodze próbowaliśmy dogadać się z kilkoma taksówkarzami, ale każdy chciał od nas potrójną stawkę za przejazd. Google Maps pokazywało nam około 2 km do celu, więc stwierdziliśmy, że nie będziemy dawać się naciągać na niebotyczne kwoty.

I to był błąd.

Po drodze okazało się, że nie ma żadnego pobocza, ani chodnika. Jest strasznie stromo i gorąco. Prawda jest taka, że dotarcie do hotelu było tragiczne i według mnie niebezpieczne. Miałam wrażenie, że szliśmy z godzinę pod górę, ale ten widok wynagrodził wszystko.

Właściwie głownie dla niego zdecydowaliśmy się na Foto Hotel, który położony jest ładny kawałek drogi od plaży. Zupełnie nam to nie przeszkadzało, bo na dachu mieścił się duży basen z barem i nie czuliśmy potrzeby plażowania. Kata i Karon Beach to popularne plaże, które były dość mocno zatłoczone. Dla plażowiczów hotel organizuje bezpłatne transfery na obie plaże. Na balkonie naszego pokoju była ogromna okrągła wanna, która była strzałem w dziesiątkę.

Nasz pokój był naprawdę spory (około 46 metrów kwadratowych). To kolejny hotel z panoramicznymi oknami, do których mam słabość. Na wyposażeniu oczywiście telewizor i OGROMNE łóżko. 3-4 osoby spokojnie by się zmieściły. Oprócz tego bardzo duże biurko, przy którym można sobie popracować, jeśli ktoś już musi na wakacjach.

Widok z pokoju

phuket pool

pool thailand hotel

 

 

 Wypożyczanie skuterów

Przy hotelu znajduje się wypożyczalnia skuterów, gdzie za 350 THB/na dobę można jeździć po okolicy. Prawdopodobnie są tańsze miejsca, ale ta znajduje się bezpośrednio przy wejściu do hotelu. Warto się zdecydować, bo jak wspomniałam pieszo nikt tam nie chodzi – brak pobocza, brak innej formy komunikacji poza taksówkami. Widoki są genialne.

Niedaleko znajduje się też farma słoni, ale jakoś nie jestem przekonana do tego tematu. Słyszałam, że są takie, gdzie można spędzić czas ze słoniem, a niekoniecznie na nim jeździć. Na coś takiego mogłabym się zdecydować, ale trochę zabrakło nam czasu i siły. Poza tym po drodze jest kilka świetnych restauracji z widokiem na morze i punkt widokowy Karon View Point (dwa zdjęcia powyżej). Przed wyjazdem warto wyrobić sobie międzynarodowe prawo jazdy, bo z tego co słyszałam jest konieczne. Po drodze widzieliśmy kontrolę policyjną. Nie polecam jeździć w klapkach. Może się to wydawać oczywiste, ale w tych upałach to jedyne obuwie, które da się nosić.

W każdej wypożyczalni dostajecie zatankowany skuter i taki też należy zwrócić. W tamtej okolicy nie widziałam żadnej stacji benzynowej, za to sporo punktów, gdzie można kupić benzynę na litry w plastikowych butelkach. Nie pamiętam już cen, ale nie były to wysokie kwoty.

Pamiętajcie, że w Tajlandii obowiązuje ruch lewostronny. 

TAJLANDIA: Phi Phi Islands / Maya Bay

TAJLANDIA: Phi Phi Islands / Maya Bay

Podczas wyjazdu na wyspy w Tajlandii wycieczka na Phi Phi Islands jest OBOWIĄZKOWA.

 

Rzeczywiście ściągają tam tłumy turystów, jest dość tłoczno i komercyjnie. Mimo tego to jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie w życiu widziałam.

 

CENA CAŁODNIOWEJ WYCIECZKI na PHI PHI ISLANDS

W każdym miejscu na Phuket można znaleźć budki, gdzie sprzedawane są wycieczki. Oprócz tego na pewno jest możliwość zamówienia takiej z hotelu, w którym jesteście. Co ciekawe ceny są różne, a ja nie lubię przepłacać. Zanim się zdecydowaliśmy przeszłam kilka punktów i udało mi się zapłacić 1300THB (ok. 140zł)  za całodniowy rejs tzw. speedboat’em. W niektórych punktach cena tej samej wycieczki wynosiła 1800THB (prawie 200zł). Na tej stronie przeczytałam, że napaleni turyści są w stanie zapłacić nawe 3000THB za tę samą wycieczkę. Trochę offtop, ale tego bloga odkryłam dziś przypadkiem. Jest tam mnóstwo fajnych informacji i właśnie wylądował w moich zakładkach.

Cena zawiera transfer z i do Waszego hotelu, rejs, wypożyczenie sprzętu do snorkelingu, owoce, lunch i nielimitowane napoje (cola, woda, soki). Wszyscy sprzedawcy polecali wycieczkę speedboat’em mówiąć, że to jest “more fun”. Jeśli chodzi o sam speedboat. Było fajnie, ale przez cały czas płynięcia trzeba siedzieć na swoim miejscu. Stwierdziliśmy, że na dziobie będzie super i genialna widoczność. Z jednej strony tak, ale z drugiej te miejsca były nieosłonięte od słońca, dzięki czemu spaliłam się jak rak mimo SPF 30 na ciało i SPF 50 na twarz. Także moja rada jest taka: lepiej zająć miejsce w cieniu, albo powtarzać aplikację filtra co pół godziny. I uwierzcie – wcale nie przesadzam z częstotliwością.

 

Program wycieczki na Phi Phi islands był następujący.

Około godziny 8  odebrał nas z hotelu mini bus. Kierowca najpierw zbiera pasażerów po mieście i dopiero potem jedzie do portu. Tam czekaliśmy na inne mini busy. Następnie odbyło się 10 minutowe szkolenie na temat bezpieczeństwa. Mieliśmy szczęście, bo nasz przewodnik – opiekun był bardzo otwarty i zabawny. Widać było, że rzeczywiście lubi tę pracę. Trochę zdziwiła mnie ta kolejność, ale najpierw popłynęliśmy na lunch na Koh Phi Phi Don do restauracji Chaokoh Phi Phi Lodge. I był to posiłek z takim widokiem:

phi phi don

Nie nastawiałam się na nic pysznego, ale jedzenie było naprawdę niezłe. Do wyboru były: kurczak z warzywami, zupa, pieczone ziemniaki, ryż smażony i softy.

 

MONKEY CAVE / MONKEY BEACH

Następnie popłynęliśmy zobaczyć Monkey Cave i Monkey Beach i tutaj małe rozczarowanie – nie było możliwości, aby wysiąść. Czytałam dużo na stronach, że to super opcja. Żeby zobaczyć dzikie małpy, że trzeba uważać, bo strasznie kradną (na przykład okulary) i że są złośliwe. Z jakiegoś powodu nasza łódź tylko podpłynęła bliżej brzegu, abyśmy mogli zrobić wątpliwej jakości zdjęcia, co widać na tym poniżej. Wątpię, aby plaża była zamknięta dla zwiedzających, bo widziałam, że jakiś speadboat z turystami na niej “zaparkował”. Oczywiście w programie naszej wycieczki był punkt z Monkey Beach, dlatego jeśli Wam na nim bardzo zależy upewnijcie się 3 razy, że łódź cumuje na plaży i można spędzić trochę czasu z małpami.

monkey cave thailand

 

Później płynęliśmy do słynnej Maya Bay po drodze mijając Pileh Lagoon.

 

pileh lagoon

 

MAYA BAY

 

Maya Bay to plaża, na której został nakręcony kultowy film z Leonadro DiCaprio “The Beach” (Niebiańska Plaża). Jest to najpiękniejsze miejsce, jakie w życiu widziałam. Tak zupełnie serio. Piękna, turkusowa woda, która wygląda jak z katalogu. Istny raj. Co ciekawe do nakręcenia filmu został naruszony oryginalny wygląd plaży (posadzono około 60 palm w miejsce drzew kokosowych i wydm), jednak tsunami z 2004 roku przywróciło wyspie naturalny wygląd.

Niestety  jest to chyba najbardziej komercyjne miejsce w tym rejonie Azji. Ceny są kilkukrotnie wyższe niż na Phuket, plaże zatłoczone, ale warto. Takiego widoku się nie zapomina. Jakimś cudem udało nam się zrobić zdjęcia. 5 minut później przypłynęło kilkanaście jachtów i zrobił się tłok jak na bałtyckiej plaży w sezonie. Szkoda, ale nie mogę być hipokrytką. Tak jak inni chciałam zobaczyć to miejsce na własne oczy. Generalnie byłam przekonana, że prawie każda plaża w Tajlandii tak wygląda, jednak to tylko chwyt marketingowy. Większość zdjęć z folderów biur podróży wykonanych została właśnie w tych okolicach. Nie jest tak, że brakuje pięknych plaż. Ale te spektakularne widoki z tak intensywnie turkusową wodą tylko na Phi Phi.

W Maya Bay mieliśmy tylko 40 minut czasu wolnego. To stanowczo za mało! Z tego właśnie powodu nie lubię wycieczek zorganizowanych. Uwielbiam zwiedzać we własnym tempie. Mimo, że o nic nie musiałam się martwić, to strasznie zirytował mnie fakt tak krótkiego postoju w tym raju. Jestem przekonana, że wrócę tam kiedyś, ale na własną rękę.

Alternatywą dla wycieczki jest taka opcja: trzeba kupić bilet w obie strony i hotel na jedną noc, aby dobrze i w swoim tempie zwiedzić obszar. Na dziś nie ma możliwości zrobienia tego bez noclegu, bo ostatni statek odpływa o 14.30. Docieracie do Tonsai Pier, a atamtąd można się dostać na Maya Bay łódką (long tail boat ze zdjęcia poniżej). Przy okazji da się zrobić lepsze foty, niż na speedboat ((klik)). Z tej właśnie opcji skorzystam przy następnej wizycie w Tajlandii. Koszt rejsu w jedną stronę to 7-10 eur w zależności od godziny.

 

Następnie po Maya Bay ruszyliśmy na ostatni przystanek: Khai Island, gdzie spędziliśmy ponad 2 godziny. Tutaj spokojnie wystarczyłaby godzina. To prywatna wyspa, więc są na niej tylko drogie bary i płatne, bardzo śmierdzące toalety, z których nie polecam korzystać (nie da się). Poza tym dyskomfortem jest naprawdę pięknie. Krystaliczna woda, przez którą widać rybki, mnóstwo koralowców, które najchętniej zabrałabym do domu. Pamiętajcie, że wywożenie elementów rafy koralowej i muszli jest nielegalne.

 

 

 

 

SNORKELING, czyli nurkowanie na powierzchni

Gdzieś między wspomnianymi punktami wycieczki był czas na tzw. snorkeling, czyli po prostu nurkowanie z maską i rurką na powierzchni wody. Spoko atrakcja, ale wypuścili nas wszystkich (z 30 osób) na środku morza w jednym czasie i było 20 minut czasu. Oglądanie raf i rybek było niemożliwe, bo co chwile na kogoś wpadałam, a nie mogłam za bardzo oddalić się od grupy. Mam skończony kurs Open Water Diver (OWD), który robiłam na Morzu Czerwonym, dlatego nurkowanie z rurką nie zrobiło na mnie zbyt wielkiego wrażenia. Za to Łukasz nigdy nie widział czegoś takiego i był zachwycony, ale dopiero jak “nurkował” na Khai Island. Mógł pływać we własnym tempie, nie obijając się o innych uczestników wycieczki i co ważne – mając dno pod nogami. Wydaje mi się, że dla początkujących może to być podstawa dla poczucia bezpieczeństwa.

 

Lista rzeczy, które warto ze sobą zabrać:
  • filtr SPF (30 i wyżej) !!!
  • kostium kąpielowy
  • nakrycie głowy
  • bawełniana przewiewna koszulka, aby chronić ramiona przed słońcem
  • ręcznik plażowy (nie miałam i żałuję)
  • okulary przeciwsłoneczne
  • wodoodporny case na telefon (super sprawa, bo można robić podwodne zdjęcia, poza tym chroni telefon przez wilgocią i piaskiem. Najlepiej kupić w Bangkoku zaraz po przylocie, tam będzie najtaniej – 10zł to max)
  • gotówka, bo płatność kartą może być niemożliwa

 

 

 

 

RIVA ARUN BANGKOK / Pogoda w Tajlandii

RIVA ARUN BANGKOK / Pogoda w Tajlandii

Wakacje to dobry moment, aby wrócić do naszej tajskiej przygody. W tym wpisie opowiem trochę o pogodzie, transporcie i pokażę genialny hotel Riva Arun położony tuż przy rzece Chao Phraya (Menam) w Bangkoku.

 

Najlepszym okresem, w jakim warto wybrać się do tego niesamowitego kraju jest czas od listopada do lutego (pora chłodna). Wtedy są najbardziej optymalne warunki do zwiedzania. Należy pamiętać, że wciąż będą to bardzo wysokie temperatury. Warto wspomnieć, że w tych miesiącach nie pada, albo pada bardzo rzadko. Pora ciepła przypada na marzec – maj. Wtedy w Bangkoku temperatury osiągają 37-38 stopni, czego doświadczyłam i wiem, że to bardzo utrudnia zwiedzanie. Zatem jeśli chcecie zobaczyć stolicę, a później wybrać się na przykład na wyspy, to polecam rozważenie chłodniejszych miesięcy. Jeśli nie zależy Wam na mieście i chcecie tylko wypocząć na plaży, to śmiało można lecieć nad Zatokę Tajlandzką (Samui, Koh Phangan, Koh Tao). Tam pogoda jest dobra aż do września. Na temat pogody można pisać wiele, dlatego zanim kupicie bilety sprawdźcie jaka czeka Was tam, gdzie zdecydowaliście się polecieć.

Nawet jeśli nie lubicie wielkich miast, to naprawdę wszystkim podróżującym polecam z całego serca wizytę w Bangkoku. To wspaniałe, różnorodne i ciekawe miasto i moim zdaniem szkoda byłoby je potraktować tylko jako port przesiadkowy. Taksówka z lotniska Suvarnabhumi to koszt około 30-40 zł. 

 

Chciałabym pokazać fenomenalny hotel, w którym zatrzymaliśmy się kilka dni przed wylotem do Polski. Riva Arun to przede wszystkim hotel butikowy, kameralny z indywidualnym charakterem. Jeśli czytaliście poprzednie posty, wiecie, że lubię miejsca nietypowe. Podoba mi się, jeśli hotel ma w sobie “to coś”, czyli jakiś czynnik decydujący o tym, że jest bardziej wyjątkowy od innych.

Zdecydowałam się na nocleg w Rivie, bo totalnie spodobało mi się jej położenie. Dokładny adres i mapa TUTAJ. Widok na jedną z ważniejszych świątyń Wat Arun i rzekę Chao Phraya z okien pokoju to coś, czego po prostu nie da się opisać.  Dwie ściany w naszym pokoju zastąpione zostały panoramicznymi oknami. To genialne rozwiązanie potęgowało wrażenie przeżywania miasta przez cały czas. Zdjęcia naprawdę nie oddają tego, co czułam w tym miejscu. Jestem absolutnie przekonana, że wrócę tam nie raz.

Poza widokiem jest to świetny punkt dla osób pragnących zobaczyć takie miejsca jak Wat Pho (500m), Reclining Buddha (350m), czy Wielki Pałac Królewski (700m). Odległości od hotelu są niewielkie, a jeśli chcecie wybrać się dalej, obsługa zamówi klimatyzowaną taksówkę. Jestem osobą, która preferuje ruch, mogę spacerować godzinami, ale uwierzcie – upały w Bangkoku ścinają z nóg. W końcu to najgorętsze miasto świata. Odczuwalna temperatura jest znacznie wyższa, niż ta którą wskazuje termometr. Wysoka wilgotność powietrza sprawia, że jest duszno i momentami nieprzyjemnie, dlatego czasem warto zdecydować się na taxi, żeby mieć więcej energii na zwiedzanie. Na szczęście taksówki są tanie, a w hotelu zamówią taką z licznikiem. Nie ma opcji, żeby Was oszukano, co niestety często się zdarza. Zawsze korzystajcie z taksówek z licznikiem, nie ma sensu umawiać się na konkretne kwoty, bo to na pewno wyjdzie dla Was niekorzystnie.

 

Wszystkim polecam też aplikację GRAB (GrabCar), która można bezpłatnie pobrać z AppStore. Działa na bardzo podobnej zasadzie co Uber, z tym, że płacimy gotówką po odbytej podróży. Od razu mówię – Uber jest sporo droższy, porównałam ceny na miejscu. Podczas zamawiania jest kilka opcji. Między innymi GrabCar i GrabTaxi i ta druga będzie tańsza, ale trudniej będzie ją zamówić, zwłaszcza na krótsze kursy. Taksówkarzom to się po prostu nie opłaca. Jeśli chcecie być jednak pewni, że zdążycie na samolot, polecam poprosić obsługę hotelu. Kilka razy zdarzyło się, że Grab odwołał kurs, a kolejny przyjechał po 20 minutach. Uwaga: w Bangkoku są gigantyczne korki. Warto przeznaczyć około godziny czasu na dojazd z centrum miasta.

Jak wspomniałam z hotelu jest widok na Wat Arun. Podczas naszego pobytu świątynia była w remoncie, mimo to chcieliśmy zobaczyć ją z bliska. Budowla jest po drugiej stronie rzeki, więc aby się do niej dostać trzeba skorzystać z transportu publicznego, jakim w tym wypadku jest prom, który za niecałe 2 zł (dokładnej kwoty niestety nie pamiętam) przewozi nas na drugi brzeg. Przystanek znajduje się bardzo blisko. Pracownik hotelu udzieli informacji jak tam dotrzeć – droga super prosta (około 800m). Nie sposób się zgubić.