Beauty: Jo Malone, GlamGlow, YSL, Bobbi Brown

Beauty: Jo Malone, GlamGlow, YSL, Bobbi Brown

GlamGlow to marka, która jest w mojej stałej pielęgnacji już od około roku. Waterburst to nowość, krem na bazie wody, który jest ultralekki i wchłania się ekspresowo – dosłownie. Nawilża skórę na 72 godziny, czego niestety nie miałam okazji sprawdzić, bo codziennie go nakładam zamiennie z Glowstarter, o którym już pisałam tutaj.

Często pojawiają się pytania o podkład, którego używam. Wszystkie moje ulubione są z YSL. O nich też już pisałam (Touche Eclat i All Hours). Tu kolejna nowość – Touche Eclat All-In-One Glow. W sezonie wyższych temperatur nie lubię nakładać grubej warstwy makijażu i też nie zależy mi na jego matowym wykończeniu, więc jest to super podkład dla dziewczyn, które przepadają za efektem tzw. “mokrej” skóry. Do tego grona należę również ja, więc naprawdę polecam. Super nawilżenie i makijaż, którego tak naprawdę nie widać.

Beauty: Jo Malone, GlamGlow, YSL, Bobbi Brown

O dziwo ostatnio nie do końca mam ochotę na cięższe, oud’owe klimaty. Generalnie nigdy nie byłam fanką świeżych zapachów, ale w tym sezonie coś się w tym temacie zmieniło. Powyższe zapachy to propozycje zdecydowanie wiosenne (zwłaszcza Jasmine Sambac & Marigold) i lekkie. Orris & Sandalwood jest tak unikatowy, że nie jestem w stanie opisać go słowami. Z pewnością warto udać się do perfumerii i sprawdzić na sobie.
Beauty: Jo Malone, GlamGlow, YSL, Bobbi Brown Od jakiegoś czasu raczej nie maluję ust na ciemniejsze kolory. Wolę, gdy są naturalne, jednak ten kolor bardzo mi się spodobał. Jeśli miałabym go spróbować opisać, to jest to w 70% burgund i w 30% brąz. Bardzo podoba mi się też kremowa konsystencja, która umożliwia dopasowanie stopnia krycia. Nie jest to turbo napigmentowana pomadka, więc można nałożyć jej mniej, aby uzyskać bardziej subtelny efekt. Pomadka to Bobbi Brown Crushed Lip Color w kolorze Telluride.
Beauty: Jo Malone, GlamGlow, YSL, Bobbi BrownNa koniec produkt, który po prostu skradł moje serce. Ministerstwo Dobrego Mydła to polska marka, która oferuje naturalne kosmetyki. Moim faworytem jest cała seria śliwkowa, a zwłaszcza balsam w sztyfcie o obłędnym zapachu. Używam go na twarz na noc, bo jest dość treściwy i porządnie nawilża. Generalnie można go stosować na całe ciało, nadaje się też do ust, chociaż przez swój rozmiar nie jest najbardziej poręczny na świecie. Czekam aż wyprodukują wersję mini.

Morning with Chanel

Morning with Chanel

Było wiele próśb, aby pokazać co kryje się w torbach z logo najbardziej pożądanej marki na świecie – CHANEL. Tak jak obiecałam, pokazuję część nowości.

Zapachu Coco Mademoiselle chyba nie trzeba przedstawiać, jednak niedawno miała premierę jego najnowsza odsłona – Coco Mademoiselle Intense. To potężny, orientalno – drzewny zapach, którego kompozycja towarzyszy przez cały dzień. Jeśli miałabym go ocenić słowami, byłyby to z pewnością elegancja, klasa i wyrafinowanie w najlepszym wydaniu. Jest to woń zupełnie ponadczasowa, w której zakochałam się od pierwszego spotkania.

Chanel Gabrielle, którego premiera odbyła się w zeszłym roku jest dla mnie dość nietypowy. Pierwszy kontakt z zapachem miałam wkrótce po premierze, otrzymałam pachnący papierek w galerii handlowej od hostessy i wtedy nie skradł mojego serca. Dopiero po wypróbowaniu go na skórze diametralnie zmieniłam zdanie. To jednak szalenie ważne, aby testować perfumy na własnej skórze, pobyć z nimi przez cały dzień. Gabrielle rozwija się przepięknie i podobnie jak Coco Mademoiselle ma wyjątkowy charakter. Zapach jest świeży, dlatego w ciągu dnia pasuje mi idealnie.
Morning with Chanel

Róż Chanel Joues Contraste idealnie komponuje się z moją urodą. Kolor Foschia Rosa jest dość intensywny, dlatego wystarczy naprawdę niewielka ilość, aby ożywić makijaż. Na pewno będzie szalenie wydajny, więc warto zainwestować. Poza tym przepięknie pachnie – pudrową różą. To sprawia, że doświadczenie jest jeszcze lepsze. Zdjęcie powyżej nie zostało w żaden sposób edytowane, poza rozjaśnieniem ekspozycji, ponieważ wyszło odrobinę za ciemne. Róż nakładam zawsze na poliki i troszeczkę (ale naprawdę bardzo mało) na czubek nosa. W tej sposób makijaż nie jest płaski.

Na ustach Rouge Allure Velvet w kolorze numer 65 (L’ARISTOCRATICA) z kolekcji Neapolis. Takiego koloru mi brakowało. To trochę jak połączenie odcienia nude z pomarańczą. Jest po prostu przepiękny.

Z tej samej kolekcji błyszczyk jest Chanel Rouge Coco Gloss w kolorze 786. Totalnie wiosenny kolor i świetna konsystencja.

Morning with Chanel

OIL ULTIME, IOSSI, JML

OIL ULTIME, IOSSI, JML

Jak obiecałam, kilka słów o moich nowych faworytach do pielęgnacji. Wśród nich znalazła się cała seria Schwarzkopf Professional, zapach Jo Malone London i marka, z którą mam styczność po raz pierwszy – producent naturalnych kosmetyków IOSSI.

OIL ULTIME, IOSSI, JML

Zacznę od włosów. Tutaj opisywałam Wam podstawowe kroki przy dbaniu o ich kondycję. Teraz powiem trochę o produktach. Chyba po raz pierwszy w życiu postanowiłam przetestować całą serię, bez używania jakichkolwiek dodatkowych produktów spoza niej. Od ponad 2 tygodni używam tylko i wyłącznie OIL ULTIME od Schwarzkopf Professional. Pomyślałam, że tylko w ten sposób będę mieć obraz sytuacji. Co dwa dni myję głowę szamponem OIL ULTIME Argan & Barbary Fig. Raz w tygodniu używam maski z tej samej linii, a przy pozostałych myciach sięgam po lekką odżywkę do spłukiwania w formie pianki Marula & Rose.

Skąd pomysł, aby mieszać serie? Otóż moje włosy po rozjaśnieniu zmieniły strukturę. Wcześniej były grube i dość niesforne, a w tej chwili są w słabszej kondycji po farbowaniu. Dlatego Ambasadorka Schwarzkopf Professional, Beata Berendowicz, w czasie indywidualnej konsultacji podczas warsztatów, dobrała mi zestaw produktów, który najlepiej sprawdzi się na moich włosach. To jest również dowód na to jak ważna jest profesjonalna konsultacja przeprowadzona przez fryzjera, który dopasuje kosmetyki do potrzeb Waszych włosów.

Po każdym myciu używam odżywki w sprayu i różanego olejku (oba z serii Marula & Rose). W tej chwili nie wyobrażam sobie zmiany codziennej pielęgnacji. Jestem bardzo zadowolona z tego, jak moje włosy się po niej układają i cieszy mnie fakt, że z łatwością się rozczesują. W sumie jeszcze nie było takich produktów, które dawałyby z tym radę. Włosy już podczas kąpieli, po odżywce można przeczesać palcami.

Produkty z linii Oil Ultime dostępne są wyłącznie w partnerskich salonach Schwarzkopf Professional – jeśli zastanawiacie się, czy w Waszym mieście można je dostać napiszcie do Schwarzkopf Professional na facebook’u https://www.facebook.com/passionforhair/ – lub Instagramie – https://www.instagram.com/schwarzkopfpro.pl/ . Sprawdzą dla Was gdzie znajdziecie najbliższy salon.

OIL ULTIME, IOSSI, JML Ostatnio zamówiłam też masło do ciała IOSSI. Przyznam, że skusiła mnie nazwa Spice of India. Lubię egzotyczne zapachy, więc stwierdziłam, że być może ten będzie w moim klimacie. I miałam rację – rewelacja. Poza tym masło jest ukojeniem dla suchej skóry, zwłaszcza przy obecnych temperaturach. Tak naprawdę to dopiero zaczynam testować kosmetyki naturalne, ale myślę, że będą regularnie pojawiać się na blogu.

W mojej kolekcji Jo Malone London znalazł się nowy zapach – Orris & Sandalwood. To jeden z bardziej świeżych, jakie w ogóle posiadam. Jednak ma w sobie coś totalnie innego, nienachalnego. Generalnie nie jestem ogromną fanką świeżych woni, jednak Orris jest świetny, bo nie jest to zapach oczywisty. Takie lubię najbardziej.
OIL ULTIME, IOSSI, JML

Warsztaty Schwarzkopf Professional

Niedawno brałam udział w warsztatach organizowanych przez Schwarzkopf Professional. Nareszcie dowiedziałam się o podstawach i błędach jakie robimy zazwyczaj dbając o włosy w domu.

Warsztaty Schwarzkopf Professional

Na zdjęciu powyżej widać stan moich włosów przed zastosowaniem nowych kosmetyków OIL ULTIME. Przyznam, że zaskoczył mnie mój brak wiedzy o podstawach pielęgnacji w domu. Spotkanie poprowadziła Beata Berendowicz, ambasadorka Schwarzkopf Professional oraz Dyrektor Kreatywna sieci salonów Akademii Fryzjerskiej Berendowicz&Kublin, która podzieliła się z nami swoją ekspercką wiedzą.

Jedną z rzeczy, która mocno mnie zdziwiła to konieczność dwukrotnego mycia włosów, by skutecznie oczyścić skórę głowy oraz włosy. Zaraz po warsztatach postanowiłam spróbować i rzeczywiście – widzę ogromną różnicę w uczuciu świeżości. Włosy należy myć tak często jak to konieczne, ale warto postarać się, by nie robić tego codziennie. Zbyt częste mycie wypłukuje naturalną ochronną warstwę lipidową i w efekcie może wysuszać skórę głowy. Zaleca się, aby włosy myć co 2-3 dni.

Kolejna rzecz – dobry szampon nie musi się mocno pienić. Byłam tak przyzwyczajona do dużej ilości piany, że jej brak kojarzył mi się z czymś niepożądanym. Beata wyjaśniła, że zupełnie niesłusznie, bo duża ilość piany to kwestia formuły z dużą ilością silikonów, które mają właściwości myjące, jednak często, zwłaszcza w drogeryjnych szamponach, jest ich za dużo.  Warto też na sam koniec – po odżywce lub masce pamiętać o tym, żeby spłukać włosy chłodną wodą. To zamyka ich łuski, przez co stają się błyszczące i się nie niszczą.

 

Warsztaty Schwarzkopf Professional

Podczas warsztatów po raz pierwszy w życiu miałam wykonany rytuał OIL Ultime, który rozpoczął się od peelingu skóry głowy.

Jest to coś, o co na pewno będę szczególnie dbała. Peeling skóry głowy jest genialny, jeśli macie tendencję do używania wielu kosmetyków do stylizacji, bo one niestety gromadzą się na skórze i ciężko się ich pozbyć przy klasycznym myciu. Po dokładnym oczyszczeniu skóry głowy, (które było jednocześnie bardzo przyjemne), wykonano mi również  masaż skóry głowy z energetyzującym Olejkiem Eterycznym OIL Ultime (Ylang Ylang & Mandarin).

W czasie całego pielęgnacyjnego rytuału wykorzystano nowe produkty OIL ULTIME, którymi zachwycam się dosłownie od pierwszego momentu warsztatów. Schwarzkopf Professional postawił na bardzo lekkie, naturalne olejki o właściwościach aromaterapeutycznych. Od razu mówię – nie ma tu mowy o obciążeniu włosów!

Jestem z tych, które niestety podczas wyboru pielęgnacji kierują się przede wszystkim zapachem, stąd często używam źle dopasowanych produktów. Seria OIL ULTIME podzielona jest na dwie kategorie – do włosów cienkich i grubych. Każda z nich pachnie kapitalnie. Używam tej linii od ponad tygodnia, ale chcę dać jeszcze trochę czasu, zanim ją Wam zrecenzuję. Na razie jestem pod dużym wrażeniem. I ta opinia jest w 100% szczera, bo jak wiecie naprawdę niewiele produktów do włosów pokazuję na blogu, bo niewiele z nich mogę Wam polecić. Kosmetyki, które lubię oceniam na podstawie tego, jak się po nich układają moje włosy, oraz czy wyglądają na zadbane. Ale o tym szczegółowo jeszcze napisze wkrótce.

Warsztaty Schwarzkopf Professional

Warsztaty Schwarzkopf Professional

Warsztaty Schwarzkopf Professional

NEW IN: Saint Laurent, beauty stuff

Dawno nie było posta beauty. Sporo rzeczy przybywa mi w tej kategorii, co bardzo mnie cieszy, ale potrzebuję czasu, aby dobrze wszystko przetestować.

Na szczególną uwagę zasługuje krem Origins, który mam chyba najkrócej, ale od początku bardzo go pulubiłam. Jest lekki, idealny pod makijaż. Z zapachów pojawił się u mnie między innymi Tom Ford Noir i Gucci Bloom. Ten pierwszy jest totalnie w moim stylu, drugi powiedziałabym zupełnie nie. Dostałam go w prezencie, dlatego zrobiłam drugie podejście. To zdecydowanie zapach nadchodzącej wiosny i z tym mi się kojarzy. Jednak dobrze mieć w kolekcji coś lżejszego i rześkiego. Te perfumy mają dobrą energię.

 

Z nowości na uwagę zasługuje podkład Bobbi Brown. Jest bardzo lekki, a jednocześnie ładnie kryje. Teraz używam go na przemian z All Hours od YSL, który wciąż jest moim faworytem.

Pojawiła się też kolekcja pomadek Loreal x Balmain. Wsród nich jest pierwszy pomarańczowy odcień, który do mnie pasuje, oraz ładny nude z drobinkami.

Jest też mój pierwszy zakup od Saint Laurent. Wymarzone okulary California w kolorze butelkowej zieleni. Miałam je na swojej liście od dawna, więc cieszę się że udało mi się je dorwać w Vitkacu.

Niedawno spotkało mnie spore rozczarowanie, bo jedna z moich torebek Gucci (Dionysus) się zepsuła – po miesiącu od zakupu. Proces reklamacyjny jest dość smutny. Pierwsze 2 tygodnie są na rozpatrzenie, a potem 3 miesiące na naprawę, co jest po prostu delikatnie mówiąc przegięciem przy tych cenach. Idąc z torebką do butiku spodziewałam się natychmiastowej wymiany na nową, bądź zwrotu pieniędzy. Wydawało mi się, że luksusowe marki mają standardy na najwyższym poziomie. Szkoda, że tak bardzo się myliłam.

Jeśli moja reklamacja zostanie rozpatrzona pozytywnie, w co bardzo wierzę, to planuję zakup jakiejś torebki i tym razem chyba będzie to Saint Laurent.