OIL ULTIME, IOSSI, JML

OIL ULTIME, IOSSI, JML

Jak obiecałam, kilka słów o moich nowych faworytach do pielęgnacji. Wśród nich znalazła się cała seria Schwarzkopf Professional, zapach Jo Malone London i marka, z którą mam styczność po raz pierwszy – producent naturalnych kosmetyków IOSSI.

OIL ULTIME, IOSSI, JML

Zacznę od włosów. Tutaj opisywałam Wam podstawowe kroki przy dbaniu o ich kondycję. Teraz powiem trochę o produktach. Chyba po raz pierwszy w życiu postanowiłam przetestować całą serię, bez używania jakichkolwiek dodatkowych produktów spoza niej. Od ponad 2 tygodni używam tylko i wyłącznie OIL ULTIME od Schwarzkopf Professional. Pomyślałam, że tylko w ten sposób będę mieć obraz sytuacji. Co dwa dni myję głowę szamponem OIL ULTIME Argan & Barbary Fig. Raz w tygodniu używam maski z tej samej linii, a przy pozostałych myciach sięgam po lekką odżywkę do spłukiwania w formie pianki Marula & Rose.

Skąd pomysł, aby mieszać serie? Otóż moje włosy po rozjaśnieniu zmieniły strukturę. Wcześniej były grube i dość niesforne, a w tej chwili są w słabszej kondycji po farbowaniu. Dlatego Ambasadorka Schwarzkopf Professional, Beata Berendowicz, w czasie indywidualnej konsultacji podczas warsztatów, dobrała mi zestaw produktów, który najlepiej sprawdzi się na moich włosach. To jest również dowód na to jak ważna jest profesjonalna konsultacja przeprowadzona przez fryzjera, który dopasuje kosmetyki do potrzeb Waszych włosów.

Po każdym myciu używam odżywki w sprayu i różanego olejku (oba z serii Marula & Rose). W tej chwili nie wyobrażam sobie zmiany codziennej pielęgnacji. Jestem bardzo zadowolona z tego, jak moje włosy się po niej układają i cieszy mnie fakt, że z łatwością się rozczesują. W sumie jeszcze nie było takich produktów, które dawałyby z tym radę. Włosy już podczas kąpieli, po odżywce można przeczesać palcami.

Produkty z linii Oil Ultime dostępne są wyłącznie w partnerskich salonach Schwarzkopf Professional – jeśli zastanawiacie się, czy w Waszym mieście można je dostać napiszcie do Schwarzkopf Professional na facebook’u https://www.facebook.com/passionforhair/ – lub Instagramie – https://www.instagram.com/schwarzkopfpro.pl/ . Sprawdzą dla Was gdzie znajdziecie najbliższy salon.

OIL ULTIME, IOSSI, JML Ostatnio zamówiłam też masło do ciała IOSSI. Przyznam, że skusiła mnie nazwa Spice of India. Lubię egzotyczne zapachy, więc stwierdziłam, że być może ten będzie w moim klimacie. I miałam rację – rewelacja. Poza tym masło jest ukojeniem dla suchej skóry, zwłaszcza przy obecnych temperaturach. Tak naprawdę to dopiero zaczynam testować kosmetyki naturalne, ale myślę, że będą regularnie pojawiać się na blogu.

W mojej kolekcji Jo Malone London znalazł się nowy zapach – Orris & Sandalwood. To jeden z bardziej świeżych, jakie w ogóle posiadam. Jednak ma w sobie coś totalnie innego, nienachalnego. Generalnie nie jestem ogromną fanką świeżych woni, jednak Orris jest świetny, bo nie jest to zapach oczywisty. Takie lubię najbardziej.
OIL ULTIME, IOSSI, JML

Warsztaty Schwarzkopf Professional

Niedawno brałam udział w warsztatach organizowanych przez Schwarzkopf Professional. Nareszcie dowiedziałam się o podstawach i błędach jakie robimy zazwyczaj dbając o włosy w domu.

Warsztaty Schwarzkopf Professional

Na zdjęciu powyżej widać stan moich włosów przed zastosowaniem nowych kosmetyków OIL ULTIME. Przyznam, że zaskoczył mnie mój brak wiedzy o podstawach pielęgnacji w domu. Spotkanie poprowadziła Beata Berendowicz, ambasadorka Schwarzkopf Professional oraz Dyrektor Kreatywna sieci salonów Akademii Fryzjerskiej Berendowicz&Kublin, która podzieliła się z nami swoją ekspercką wiedzą.

Jedną z rzeczy, która mocno mnie zdziwiła to konieczność dwukrotnego mycia włosów, by skutecznie oczyścić skórę głowy oraz włosy. Zaraz po warsztatach postanowiłam spróbować i rzeczywiście – widzę ogromną różnicę w uczuciu świeżości. Włosy należy myć tak często jak to konieczne, ale warto postarać się, by nie robić tego codziennie. Zbyt częste mycie wypłukuje naturalną ochronną warstwę lipidową i w efekcie może wysuszać skórę głowy. Zaleca się, aby włosy myć co 2-3 dni.

Kolejna rzecz – dobry szampon nie musi się mocno pienić. Byłam tak przyzwyczajona do dużej ilości piany, że jej brak kojarzył mi się z czymś niepożądanym. Beata wyjaśniła, że zupełnie niesłusznie, bo duża ilość piany to kwestia formuły z dużą ilością silikonów, które mają właściwości myjące, jednak często, zwłaszcza w drogeryjnych szamponach, jest ich za dużo.  Warto też na sam koniec – po odżywce lub masce pamiętać o tym, żeby spłukać włosy chłodną wodą. To zamyka ich łuski, przez co stają się błyszczące i się nie niszczą.

 

Warsztaty Schwarzkopf Professional

Podczas warsztatów po raz pierwszy w życiu miałam wykonany rytuał OIL Ultime, który rozpoczął się od peelingu skóry głowy.

Jest to coś, o co na pewno będę szczególnie dbała. Peeling skóry głowy jest genialny, jeśli macie tendencję do używania wielu kosmetyków do stylizacji, bo one niestety gromadzą się na skórze i ciężko się ich pozbyć przy klasycznym myciu. Po dokładnym oczyszczeniu skóry głowy, (które było jednocześnie bardzo przyjemne), wykonano mi również  masaż skóry głowy z energetyzującym Olejkiem Eterycznym OIL Ultime (Ylang Ylang & Mandarin).

W czasie całego pielęgnacyjnego rytuału wykorzystano nowe produkty OIL ULTIME, którymi zachwycam się dosłownie od pierwszego momentu warsztatów. Schwarzkopf Professional postawił na bardzo lekkie, naturalne olejki o właściwościach aromaterapeutycznych. Od razu mówię – nie ma tu mowy o obciążeniu włosów!

Jestem z tych, które niestety podczas wyboru pielęgnacji kierują się przede wszystkim zapachem, stąd często używam źle dopasowanych produktów. Seria OIL ULTIME podzielona jest na dwie kategorie – do włosów cienkich i grubych. Każda z nich pachnie kapitalnie. Używam tej linii od ponad tygodnia, ale chcę dać jeszcze trochę czasu, zanim ją Wam zrecenzuję. Na razie jestem pod dużym wrażeniem. I ta opinia jest w 100% szczera, bo jak wiecie naprawdę niewiele produktów do włosów pokazuję na blogu, bo niewiele z nich mogę Wam polecić. Kosmetyki, które lubię oceniam na podstawie tego, jak się po nich układają moje włosy, oraz czy wyglądają na zadbane. Ale o tym szczegółowo jeszcze napisze wkrótce.

Warsztaty Schwarzkopf Professional

Warsztaty Schwarzkopf Professional

Warsztaty Schwarzkopf Professional

NEW IN: Saint Laurent, beauty stuff

Dawno nie było posta beauty. Sporo rzeczy przybywa mi w tej kategorii, co bardzo mnie cieszy, ale potrzebuję czasu, aby dobrze wszystko przetestować.

Na szczególną uwagę zasługuje krem Origins, który mam chyba najkrócej, ale od początku bardzo go pulubiłam. Jest lekki, idealny pod makijaż. Z zapachów pojawił się u mnie między innymi Tom Ford Noir i Gucci Bloom. Ten pierwszy jest totalnie w moim stylu, drugi powiedziałabym zupełnie nie. Dostałam go w prezencie, dlatego zrobiłam drugie podejście. To zdecydowanie zapach nadchodzącej wiosny i z tym mi się kojarzy. Jednak dobrze mieć w kolekcji coś lżejszego i rześkiego. Te perfumy mają dobrą energię.

 

Z nowości na uwagę zasługuje podkład Bobbi Brown. Jest bardzo lekki, a jednocześnie ładnie kryje. Teraz używam go na przemian z All Hours od YSL, który wciąż jest moim faworytem.

Pojawiła się też kolekcja pomadek Loreal x Balmain. Wsród nich jest pierwszy pomarańczowy odcień, który do mnie pasuje, oraz ładny nude z drobinkami.

Jest też mój pierwszy zakup od Saint Laurent. Wymarzone okulary California w kolorze butelkowej zieleni. Miałam je na swojej liście od dawna, więc cieszę się że udało mi się je dorwać w Vitkacu.

Niedawno spotkało mnie spore rozczarowanie, bo jedna z moich torebek Gucci (Dionysus) się zepsuła – po miesiącu od zakupu. Proces reklamacyjny jest dość smutny. Pierwsze 2 tygodnie są na rozpatrzenie, a potem 3 miesiące na naprawę, co jest po prostu delikatnie mówiąc przegięciem przy tych cenach. Idąc z torebką do butiku spodziewałam się natychmiastowej wymiany na nową, bądź zwrotu pieniędzy. Wydawało mi się, że luksusowe marki mają standardy na najwyższym poziomie. Szkoda, że tak bardzo się myliłam.

Jeśli moja reklamacja zostanie rozpatrzona pozytywnie, w co bardzo wierzę, to planuję zakup jakiejś torebki i tym razem chyba będzie to Saint Laurent.

YSL make up, Jo Malone London

YSL make up, Jo Malone London

YSL make up, Jo Malone London

Po przetestowaniu kilku nowości wracam z ulubieńcami beauty. Wszystkie z nich są przeze mnie sprawdzone i używam ich prawie codziennie.

O YSL All Hours, długotrwałym podkładzie pisałam tutaj. Zachwycona tym produktem zdecydowałam się na drugi tej samej marki, tym razem lżejsza wersja Touche Eclat. Jest to podkład mniej kryjący, więc na obecną pogodę dla mnie zbyt lekki. Za to ostatnio zaczęłam mieszać oba i uzyskałam coś pomiędzy maksymalnym kryciem, a rozświetleniem. Czyli w sumie tak, jak lubię najbardziej.

Dawno temu miałam w swojej kosmetyczce korektor rozświetlający YSL Touce Eclat i z jakiegoś powodu na lata o nim zapomniałam. To był błąd. Ponownie jest w codziennym użyciu. Nakładam na kości policzkowe, pod oczy i nos. Nie ma żadnych drobinek, ani brokatu. Po prostu rozświetla buzię w całkowicie naturalny i nienachalny sposób.

Przerobiłam już wiele tuszy do brwi i na razie ten jest moim ulubionym. Po prostu spełnia swoje zadanie – nadaje lekki kolor, trzyma brwi na miejscu.

Nowość od YSL – tusz do rzęs Vinyl Couture. Wybrałam brąz (4) i szary z brokatem (7). Ten pierwszy na codzień bomba, drugim czasem maluję końcówki rzęs przy zewnętrznym brzegu. Mam o niego mnóstwo pytań. Ciężko sfotografować efekt, więc jak tylko będziecie w Sephorze, sprawdźcie same. Wygląda super!

 

YSL make up, Jo Malone London

Rozświetlającą bazę mam już od jakiegoś czasu, ale tak przywykłam do All Hours, że niechętnie rezygnowałam ze sprawdzonej opcji. Ostatnio się jednak skusiłam na bazę od Estee Lauder – Illuminating Perfecting Primer i jestem z niej bardzo zadowolona. Sprawdza się zwłaszcza do rozświetlonych makijaży, których jestem ogromną fanką.

Róż Blush Volupte mam na sobie ciągle. Ten z palety Tom Ford (pisałam o niej TUTAJ) jest troszkę zbyt mocno napigmentowany i trzeba bardzo uważać z ilością. Dlatego z palety TF bardzo polecam bronzer i rozświetlacz, których używam non stop, a jeśli szukacie różu, ten od YSL jest fantastyczny. Mój kolor to nr 1.

 

YSL make up, Jo Malone London

Tint in balm to chyba pierwsza pomadka w życiu, którą zużyłam prawie całą. Nigdy żaden produkt tego typu mnie tak nie urzekł. Mam naprawdę mnóstwo rzeczy do ust w każdych chyba możliwych kolorach i konsystencjach. Ten balsam jest czymś w rodzaju pomadki ochronnej, ale w luskusowym wydaniu. Pięknie pachnie i rewelacyjnie nawilża. Ostatnio zdecydowałam się na drugą, tym razem jaśniejszą, która prawie nie barwi ust (kolor 7). Jest świetna, ale jednak ze względu na kolor wolę pierwszą (kolor 6), która niestety już mi się kończy.

 

YSL make up, Jo Malone London

 

 

YSL make up, Jo Malone London

 

Na koniec makijażowych nowości – cień do powiek z pięknym, złotym kolorze. Dotychczas bardzo rzadko używałam cieni, ale od jakiegoś czasu marzył mi się taki ciepły, złocisty makijaż oczu. Trochę niżej jest zdjęcie, na którym jestem pomalowana kosmetykami, o których tu pisałam.

 

YSL make up, Jo Malone London

 

 

YSL make up, Jo Malone London

 

 

YSL make up, Jo Malone London

 

 

YSL make up, Jo Malone London

 

I trochę o zapachach. Kolekcjonuję te od Jo Malone. Mam już ich 7, a faworyty to: Velvet Rose & Oud, Pomegranate Noir i Black Cedarwood & Junipter. Mega podobają mi się butelki. Mniejsze pojemności z łatwością mieszczą się w torebce. Obłęd.

Do tego jeszcze nietypowy zapach od Toma Forda – Plum Japonais. Na tę chwilę jedyny zapach TF, który mam, ale mam nadzieję, że to się zmieni!

 

YSL make up, Jo Malone London

 

 

YSL make up, Jo Malone London

Jo Malone London, La Mer, Lancome

Jo Malone London, La Mer, Lancome

Jo Malone London, La Mer, Lancome

Jo Malone London, La Mer, Lancome
Kilka nowości kosmetycznych z ostatniego czasu. Wreszcie mam swój pierwszy produkt od La Mer. To legendarny krem w nowej, świątecznej odsłonie. Jego opakowanie jest po prostu przepiękne. Ciekawe, jest to, że jego formuła powstawała przez 12 lat!

Jeśli chodzi o działanie – dla mojej skóry to fantastyczny produkt na noc. Jest to krem regenerujący, więc dość ciężki i tłusty. Na razie testuję od tygodnia, więc dość krótko. Więcej na pewno napiszę po dłuższym stosowaniu. Na razie bardzo się ekscytuję, że wreszcie go mam!

 

GLAMGLOW

Na dzień pod makijaż od paru miesięcy niezmiennie używam Glowstarter od GlamGlow. Pisałam o nim tutaj. Po długim czasie stosowania moja buzia wciąż go bardzo lubi.  Dodam, że jest wydajny – niedawno rozpoczęłam drugie opakowanie, więc jedno wystarczyło mi na około 4 miesiące. Używam go codziennie rano.

Czarna maska GlamGlow to kolejny ulubieniec od lat. Maska oczyszczająca ma drobinki, które podczas nakładania złuszczają naskórek. Zazwyczaj trzymam ją z 10-15 minut i stosuję raz w tygodniu. Polecam wziąć próbkę z perfumerii i się przekonać. Twarz jest gładka, rozświetlona i bardzo oczyszczona.

 

Peeling Origins

jest bardzo delikatny, więc można go używać często. Sprawdzi się przy wrażliwej cerze. Ja wolę trochę mocniejsze peelingi. Ten używam jeśli zależy mi, aby złuszczyć skórę rano przed nałożeniem makijażu, a nie chcę zbyt mocno jej podrażniać. Wiadomo – po mocnych peelingach buzia potrzebuje czasu, by zaczerwienienie zeszło.

 

Miel-en-mousse Lancome

Mus do demakijażu z miodem akacjowym. Przepięknie pachnie, jest wydajny, dobrze skoncentrowany – mała ilość wystarczy (max 1 pompka). W zaleceniach są 2-3, ale według mnie to za dużo. Bardzo nie lubię procesu demakijażu, ale z tym musem to po prostu czysta przyjemność.

 

Jo Malone London

Marka, która w swojej ofercie ma mega dużą ilość wspaniałych zapachów. Kwiatowe, cytrusowe, drzewne, oud’owe. Jestem pewna, że KAŻDY znajdzie coś dla siebie. Jednym z moich ulubionych jest Pomegranate Noir. Do tej pory miałam perfumy, a ostatnio dostałam w prezencie świecę o tym samym zapachu z inicjałami oraz balsam do ciała. Chciałabym niedługo napisać o wszystkich moich ulubionych zapachach Jo Malone.

 

Jo Malone London, La Mer, Lancome

TOM FORD

To moje pierwsze pomadki Tom Ford. Kolekcja Boys & Girls i 50 nowych odcieni, a wśród nich mój faworyt: ISLA. Na moich ustach tutaj.

Jo Malone London, La Mer, Lancome

Na paznokciach Semilac z kolekcji Business Line – Grey Brown (202).
Jo Malone London, La Mer, Lancome
Jo Malone London, La Mer, Lancome